Bezzałogowa precyzja. #7 Rozmowa z grantobiorcą

Dzięki ich pracy powstał silnik do jednego z najpopularniejszych samolotów załogowych na świecie. Swoje doświadczenia przenieśli na lotnictwo bezzałogowe, a ich systemy bezpilotowe pozwalają unikać powodzi, bronić granic czy wyznaczać nowe autostrady. Teraz swoje 30-letnie doświadczenie wykorzystują w przemyśle obronnym. – Technologia pozyskana w projekcie Sieć Otwartych Innowacji sprawia, że nasze bezzałogowce można projektować i montować znacznie szybciej, a jednocześnie z zegarmistrzowską precyzją – mówi Marcin Szender, prezes zarządu MSP INNTECH sp. z o.o.

Przeczytaj naszą rozmowę z cyklu „Otwarta innowacja? Kupuję! Poznaj innowatorów z Sieci Otwartych Innowacji”.

MSP INNTECH sp. z o.o. prowadzi działalność ukierunkowaną na projekty badawczo-rozwojowe i produkcyjne w dziedzinie lotnictwa, ze szczególnym uwzględnieniem systemów bezpilotowych. Posiada kompetencje w zakresie projektowania i wytwarzania układów autonomicznego sterowania, stabilizowanych zawieszeń, sensorów, integracji oraz przeprowadzania prób w locie systemów bezpilotowych.

W maju 2021 roku firma otrzymała grant na transfer technologii, którego przedmiotem jest zakup technologii łączenia i montażu struktur z wybranych stopów wytwarzanych metodą obróbki skrawaniem.

 

Redakcja portalu Sieć Otwartych Innowacji: W jakich obszarach działała dotąd wasza firma?

Marcin Szender, prezes zarządu MSP INNTECH sp. z o.o.:
Jesteśmy firmą skupiającą się na pracach badawczo-rozwojowych w dziedzinie lotnictwa. Naszym głównym obszarem biznesowym jest lotnictwo bezzałogowe, choć mieliśmy epizody współpracy z tzw. dużym lotnictwem. To w naszej firmie powstało ponad 90% oprzyrządowania do silników Rolls-Royce’a, które są wykorzystywane w samolotach typu Dreamliner. Co więcej wspomagaliśmy Rolce-Royce’a w zmianie technologicznej, która zachodziła w tej firmie na przełomie wieku – dopasowaliśmy do ich potrzeb ówcześnie nowy system projektowania Unigraphics (obecnie Simens NX), w którym my mieliśmy bardzo duże doświadczenie. A więc oprócz wkładu typowo inżynierskiego, potrafimy na wielką skalę implementować zaawansowane rozwiązania służące do kompleksowego projektowania maszyn i ich komponentów.

SOI: Dlaczego zaczęliście się zajmować bezzałogowcami?

M.S.: Zanim staliśmy się firmą, studiowaliśmy na Politechnice Warszawskiej na Wydziale Mechanicznym Energetyki i Lotnictwa, gdzie jako studenci braliśmy udział w zawodach AeroDesign. To był bardzo prestiżowy konkurs, w którym przez lata górowali głównie studenci z amerykańskich uniwersytetów. Mieliśmy zaprojektować model latający, który jest w stanie unieść możliwie największy ładunek. My te zawody zdominowaliśmy, wygrywając je kilkukrotnie z rzędu. Opuszczając mury uczelni, mieliśmy tym samym realne doświadczenie w projektowaniu sprawnych, małych samolotów, potencjalnie bezzałogowych. Problem w tym, że w latach 90. hasło „bezzałogowe” było abstrakcją. Pamiętam swoje spotkanie w Bumarze w tamtych czasach (obecnie: Polski Holding Obronny) – gdy powiedziałem: „samolot bez pilota”, patrzyli na mnie jak na kosmitę. Ale w końcu, jako firma zostaliśmy włączeni do zespołu Instytutu Technicznego Wojsk Lotniczych w roli podwykonawcy, gdzie koncepcja bezzałogowców pojawiła się na początku XXI wieku. Później to doświadczenie udało się zaaplikować do zastosowania cywilnego.

SOI: W jaki sposób wykorzystuje się systemy bezzałogowe do celów innych niż militarne?

M.S.: Nasze systemy bezzałogowe służyły między innymi do monitorowania wałów przeciwpowodziowych. Zrobiliśmy sporo projektów drogowych, związanych z geodezją. Zrealizowaliśmy również projekty, dzięki którym nasze bezzałogowce mogły wspomagać działania Straży Granicznej. Jednak po kilku latach na rynku cywilnym postanowiliśmy wrócić do korzeni i skupić się na obszarze militarnym. Z przykrością muszę stwierdzić, że przyszłości spodziewamy się na zagranicznych rynkach. Takie są obecnie realia.

SOI: Jak działa technologia, którą pozyskaliście w ramach projektu Sieć Otwartych Innowacji?

M.S.: Technologia, o której mówimy, to unikalne projektowanie i łączenie podzespołów. W lotnictwie bardzo ważna jest precyzja. Każdy element musi pasować do innego elementu, ale też dokładność ich dopasowania wpływa na parametry, obliczenia i aerodynamikę. Dlatego używa się dodatkowo zewnętrznego oprzyrządowania, które dopasowuje jeszcze dokładniej i tak pasujące już do siebie elementy. Natomiast technologia, którą pozyskaliśmy w ramach grantu, skraca nam ścieżkę zarówno montażu, jak i samego projektowania. Do opracowywania struktur wykorzystywanych np. w płatowcach używa się łączenia i montażu struktur z wybranych stopów wytwarzanych metodą obróbki skrawaniem. Urządzenia sterowane cyfrowo są w stanie z zegarmistrzowską precyzją tworzyć podzespoły, które idealnie do siebie pasują.

SOI: Czy pozyskana technologia daje przewagę na rynku?

M.S.: Zamiast ponownie odkrywać Amerykę stwierdziliśmy, że można skorzystać z istniejących technologii, które mogą się dla nas okazać pomocne w seryjnej produkcji. Technologia, którą pozyskaliśmy na pewno przekłada się na czas produkcji i projektowania. Komponenty, które pasują do siebie – tak, że nie potrzeba już tego dodatkowo weryfikować, mogą szybciej trafić do konstrukcji, a konstrukcja do potencjalnego klienta. Jednym słowem, chodzi o skrócenie czasu montażu. Inaczej musielibyśmy sami wypracować takie rozwiązanie, a na to potrzebny byłby czas. Zwyczajnie poszliśmy na skróty, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Oprócz tego firma, która jest dawcą technologii, współpracowała z nami w przeszłości. Doszliśmy do wniosku, że kupimy technologię tak czy inaczej, a w międzyczasie okazało się, że możemy ją sfinansować za pomocą grantu z Agencji Rozwoju Przemysłu S.A.

SOI: Skąd dowiedzieliście się o projekcie Sieć Otwartych Innowacji?

M.S.: Kilka lat temu rozmawialiśmy z Agencją Rozwoju Przemysłu S.A. na temat potencjalnego wejścia kapitałowego do spółki. Miało to związek z trudnym okresem w życiu firmy, który na szczęście mamy już za sobą. Wtedy właśnie usłyszeliśmy o projekcie Sieć Otwartych Innowacji. W związku z tym, że współpracowaliśmy z firmą – dawcą technologii, wspólnymi siłami uznaliśmy że można połączyć nasze działania. Platformą współpracy okazała się właśnie ARP S.A. ze swoim programem transferu technologii, dzięki któremu udało się dofinansować cały projekt, a technologia w większym lub mniejszym stopniu, zależnie od zamówień, pomaga nam skrócić czas projektowania – o co walczyliśmy od lat.

SOI: Wspominał Pan, że to niejedyne doświadczenia z funduszami europejskimi. Jak wyglądało to w przeszłości i czy można porównać to do udziału w projekcie Sieć Otwartych Innowacji?

M.S.: Braliśmy udział w programach operacyjnych Innowacyjna Gospodarka i programie operacyjnym Inteligentny Rozwój. Mamy tutaj z reguły pozytywne doświadczenia. Do tej pory w kilkunastu tego typu projektach byliśmy zarówno liderami, jak i konsorcjantami. Wcześniej też kupowaliśmy i transferowaliśmy technologię. Zaobserwowaliśmy, że z reguły udział w podobnych projektach jest czasochłonny, a pozyskanie dofinansowania jest trudne ze względu na konieczność obsługi środków. Co więcej, z naszych doświadczeń wynika, że pozyskiwanie funduszy jest skomplikowane nie tyle ze względów merytorycznych w samym projekcie, ale przez trudności formalne. Przedsiębiorcy lubią mówić o tym „papierologia”, do której trzeba oddelegować pracowników i samemu poświęcić czas. W przypadku projektu Sieć Otwartych Innowacji było inaczej. Byliśmy traktowani po partnersku, pracownicy ARP S.A. odpowiadali na wszystkie nasze pytania i wątpliwości. Ujęło mnie to, że bardzo po ludzku podchodzą do grantobiorcy. Kiedy trzeba było coś poprawić, dopisać albo uściślić – nie wymagało to wielkiego nakładu czasu, a kwestie formalne nie stawały się trudnością – tak jak bywało to w naszych poprzednich projektach.

SOI: Czy ta łatwość w pozyskiwaniu funduszy w ramach projektu Sieć Otwartych Innowacji może zachęcić niezdecydowanych przedsiębiorców?

M.S.: Wszystko zależy od tego, kto jest naszym partnerem po drugiej stronie. Jeżeli trafi się na zaangażowaną, życzliwą osobę to projekt idzie do przodu. Liczy się też kompetencja, bo my jako firma zawsze działamy na podstawie wyznaczonych terminów. Dlatego solidna współpraca to wartość dodana dla każdego przedsiębiorcy. Oprócz tego podobne programy pozwalają sfinansować technologie, uprawnienia czy rozwiązania techniczne często niedostępne dla wielu firm. Po prostu są one bardzo drogie i niewielu stać na to, by samodzielnie je kupić i wdrożyć. Udział w projekcie Sieć Otwartych Innowacji nie tylko otwiera wiele drzwi w rozwoju firmy, ale też może być punktem zwrotnym. Nam przede wszystkim pozwolił skrócić czas montażu i projektowania. Pośrednio pomoże również zwiększyć konkurencyjność, podnieść renomę, a być może w przyszłości pozyskiwać nowych klientów. Inni przedsiębiorcy mogą przez transfer technologii wejść na zupełnie nieznany wcześniej poziom na rynku.

 

„Otwarta innowacja? Kupuję! Poznaj innowatorów z Sieci Otwartych Innowacji” ty cykl wywiadów z przedstawicielami firm MŚP, którzy skorzystali z możliwości dofinansowania zakupu istniejącej technologii. Innowator to nie tylko osoba, która tworzy innowacje. Innowatorami są także ci, którzy wiedzą, jak wykorzystać dostępne innowacje, aby pokonać kolejne ograniczenia życia gospodarczego. Tę rolę spełniają m.in. mikro, mali i średni przedsiębiorcy – kupują wypracowane już nowatorskie technologie, aby wdrożyć je w swojej branży, ulepszyć życie swoich klientów czy usprawnić działanie swojej firmy.

W ramach projektu Sieć Otwartych Innowacji integrujemy ok. 100 takich przedsiębiorców ze wszystkich branż. Kim są? Na czym polega ich działalność? Jak wpadli na pomysł, aby istniejącą technologię wykorzystać w swojej firmie? W jaki sposób zarządzają innowacjami w swoim przedsiębiorstwie? Jak rozumieją innowację i jej rolę w działaniach firmy? Czym jest dla nich otwarta innowacja? Tego dotyczą nasze rozmowy.


Pozostałe artykuły